Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/12/02

In the air again

image

Nie ma to jak kawka przed wylotem :)
WAW-NCE 11:50

à plus tard!

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/21

Wróciliśmy


“Take me down to the Paradise City. Where the grass is green and the girls are pretty. Take me home” - co prawda Guns N’ Roses grając tą piosenkę miało na myśli coś innego niż my, ale refren pasuje jak ulał :)

Nasza podróż po Ameryce Północnej dobiegła końca. Przejechaliśmy ok. 4500 km, byliśmy w 5 parkach narodowych i 2 dużych miastach.

Boeing 747 przeniósł nas bezpiecznie (chociaż nie bez turbulencji) nad Atlantykiem i wylądował wczoraj w Londynie, a potem dolecieliśmy do Warszawy. Cali i zdrowi, choć nieco otępieni, próbujemy doprowadzić do podrządku siebie i mieszkanie. Poniżej zdjęcie naszych łupów z wyprawy :)

Wszystkim czytelnikom dziękujemy za uwagę :) Do usłyszenia przy kolejnej podróży!

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/19

Goodbye, America

Pakujemy się, jedziemy na lotnisko i opuszczamy USA. Do usłyszenia w Polsce! (lądujemy w piątek o 17:15)

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/19

Znów w San Francisco

Dzisiaj nad doliną Sonoma zaświeciło słońce, ale my niestety musieliśmy już wyjeżdżać. Nie wybraliśmy jednak najkrótszej drogi do San Francisco, ale pozwiedzaliśmy okolice Russian River i pojechaliśmy nad ocean. A potem podziwialiśmy malownicze nadmorskie krajobrazy jadąc drogą nr 1 – tzn. Monia podziwiała, a Maciek skupiał się na drodze, ponieważ była bardzo kręta.

Wjechaliśmy do San Francisco przez most Golden Gate, a potem… to była najcięższa część dzisiejszej podróży: jazda pod górę (automat się staczał) i strome zjazdy w dół po wąskich uliczkach. Przy okazji pozdrawiamy pana, który nagle postanowił się zatrzymać na środku ulicy i wysiąść z samochodu…

To była ciężka trasa, na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Oddaliśmy samochód, znaleźliśmy hotel, a potem spacerowaliśmy po mieście. Odezwiemy się jak się wyśpimy :)

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/18

Winiarnie w Healdsburg

Dzisiejszy dzień upłynął nam na degustacji win z tutejszych winiarni i gawędzeniu z tubylcami oraz innymi smakoszami. Dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek o winach z tego regionu i zasmakowaliśmy w tutejszym Zinfandelu.

IMG_2426

IMG_2434

Degustacja wina (w szczególności, gdy ma się ją za darmo), to naprawdę fajna zabawa, którą wszystkim polecamy :) Warto jednak poświęcić na to co najmniej tydzień lub dwa – my wymiękliśmy dzisiaj po trzeciej winiarni. Pomimo niewielkiej wiedzy i doświadczenia związanego ze szlachetnymi winami udawało się nam rozpoznawać subtelne różnice w zapachu i bukiecie. Ba, Monia nawet dostała ofertę pracy w jednej z winiarni, ponieważ wyczuła zapach drewna w kieliszku, co oznaczało, że korek był nieszczelny i butelka 6-letniego Aglianico wartego 40$ wylądowała w zlewie. Po gorących przeprosinach właścicieli specjalnie dla nas odkorkowano kolejną butelkę, która już była w porządku i wtedy poznaliśmy właściwy smak tego czerwonego wina.

IMG_2442

Rozgrzani i dobrze nastrojeni winem spacerowaliśmy po urokliwej okolicy pełniej drewnianych domków z kaktusami, sekwojami lub pomarańczami w ogródkach.

IMG_2428IMG_2431IMG_2432

Jutro jedziemy do San Francisco, oddajemy Forda i szykujemy się do powrotu.

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/17

Kraina winem i wodą płynąca

Dziś rano (tzn. w poniedziałek) opuściliśmy słoneczne, choć nieco chłodne, Reno. Przejechaliśmy ośnieżone góry, ciepłe i suche Sacramento i dotarliśmy do zalanej deszczem doliny Sonoma.

Zaraz po przyjeździe do Healdsburg wybraliśmy się na obiad i pierwszą degustację win w piwnicy La Crema. No i oczywiście baaardzo nam smakowały, miały niezwykle złożone smaki i aromaty – bez porównania z winami kalifornijskimi dostępnymi na naszym rynku (jeżeli sądzicie, że kalifornijskie wina są w zasadzie wszystkie takie same – jesteście w błędzie). Oczywiście planujemy odwiedzić jeszcze inne winiarnie, no i w miarę możliwości (budżetowo-miejscowych :) ), przywieźć jakieś dobre winko do domu.

Niestety deszcz potrzebny winoroślom nie nastraja nas do dłuższych spacerów po okolicy, ale na szczęście mamy jeszcze jutro cały dzień na zwiedzanie (a i prognoza nieco lepsza) :)

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/17

Ciekawostka II

Ameryka, dla wielu wyśniona i upragniona kraina spełnionych marzeń, gdzie wszystko jest możliwe. Kraj kapitalistyczny do szpiku kości. A jednak okazało się, że Amerykanie mają coś wspólnego z Polakami, którzy żyli w okresie komunizmu – kolejki :)

Pierwszy raz zdarzyło nam się to w Las Vegas, gdy chcieliśmy zjeść kolację w restauracji przy kasynie. Zobaczyliśmy dużą grupę ludzi stojących przy wejściu, a pani witająca gości oznajmiła, że chwilowo nie ma wolnych stolików, ale możemy się zapisać na listę i poczekać jakieś 20 minut na stolik. Byliśmy mocno zdziwieni i początkowo chcieliśmy zrezygnować, ale widząc za nami kolejkę chętnych do wejścia postanowiliśmy poczekać. No i opłacało się, bo udało nam się zjeść dobrą i niedrogą kolację z darmowym piwem warzonym na miejscu. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, ale jakoś tak nie wydawało nam się, że to powszechny proceder, ale raczej specyfika tego konkretnego lokalu.

Jakie było nasze zaskoczenie, gdy wczoraj w Reno w restauracji Red Lobster (mieliśmy ochotę na owoce morza) sytuacja się powtórzyła. Tym razem czekaliśmy na stolik ok.30 minut, ale również było warto. Przy okazji obserwowaliśmy sytuację i wygląda na to, że kolejki do stolików są w USA czymś całkowicie normalnym i nikogo nie dziwią. Ba… można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli jest kolejka do stolika, to ta restauracja jest dobra i warto poczekać na swoją kolej, lub zadzwonić i zarezerwować stolik na kolejny dzień :)

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/16

Muzeum motoryzacji

Zniechęceni prognozą pogody, przewidującą na dzisiaj deszcz lub śnieg, postanowiliśmy wybrać się do National Automobile Museum w Reno. Co prawda, pogoda okazała się dużo lepsza, niż przewidywania, ale wizyty w muzeum nie żałujemy.

IMG_2363

Wystawa składa się z ponad 200 eksponatów, z których najstarsze auta pochodzą z 1890 roku. Korytarze muzeum są zaaranżowane tak, by wprowadzać nastrój epoki – są zdjęcia, filmy oraz inne zabytki np. dystrybutory benzyny z danego okresu.Niestety większości samochodów nie można dotykać, ale są i wyjątki do reguły. Przy okazji można się jeszcze przebrać w strój z czasów, z których pochodzi auto, mieliśmy z tego dużo frajdy :)

IMG_2376

Niektórym maszynom można było zajrzeć pod maskę nawet uruchomić model silnika.

IMG_2387

Nad jeziorem Tahoe prognozy się jednak sprawdziły – w śnieżycy niestety mało co zobaczyliśmy. Jutro jedziemy w rejon winnic, do poczytania :)

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/15

Srebrna strzała

Po pięknej widokowo (jechaliśmy przez Sierra Nevada) trasie dotarliśmy do Reno. Dziś się relaksujemy, zwiedzanie miasta i ewentualną wycieczkę nad jezioro zostawiamy na jutro. Pogoda ewidentnie się zmienia, wieje bardzo silny wiatr – zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie…

Tymczasem napiszemy coś o naszej srebrnej strzale, która dzielnie prowadzi nas przez Amerykę :)

Jeździmy Fordem Fusion z 2010 roku, kiedy zaczynaliśmy miał ok. 30tys km przebiegu. Fusion wyposażony jest w 3.0 silnik V6 i automat 6-biegowy z trybem manualnym (sekwencyjnym). Mając 4.8m długości i 1.8m szerokości prezentuje przeciętny amerykański poziom pod tym względem.

Przejechaliśmy do tej pory jakieś 3000km, sporą część po górskich drogach. Rozpiętość wysokości wynosiła od –80 do 3050 mnpm, a temperatur od –5 do +50 stopni C. Jak sprawdzał się Fusion? Znakomicie!

Wnętrze jest przestronne, siedzenie regulowane na wszystkie możliwe sposoby. Automat dobrze dogaduje się z silnikiem, praktycznie niezauważalnie zmieniając biegi. Dynamika jest bardzo dobra, kiedy trzeba przyspieszyć, przyspiesza :) Trochę czasu zajęło tylko nauczenie się odpowiedniego operowania gazem, aby wymusić odpowiednie zachowanie (czyt. zrzucenie biegu aby przyspieszyć). Jedyna wada jaką zauważamy – skrzynia niepotrzebnie trzyma wysokie biegi przy puszczonym gazie i zjeździe z góry: samochód mimochodem przyspiesza. Ale nie ma tego złego – przy górskich zjazdach świetnie sprawdzał się tryb manualny. Trójka zapewniała już wystarczające hamowanie silnikiem na większości wzniesień, chociaż najbardziej ekstremalne w Dolinie Śmierci pokonywaliśmy na jedynce :)

Samochód jest też zaskakująco zwrotny, a układ kierowniczy działa bardzo dobrze, przenosząc informacje z kół. Fusion dobrze trzyma się drogi, nie ma problemów z dynamicznym wchodzeniem w zakręty.

Ile pali ten 3 litrowy smok? To było nasze największe zdziwienie. Co prawda jazdy miejskiej nie było dużo, ale pokonywaliśmy potężne przewyższenia, jeździliśmy krętymi górskimi drogami. Nasze średnie spalanie wynosi….8l/100km!

A teraz informacja, która nas zdruzgotała do końca. Model taki jak ten kosztuje… 20000$. Pozostawiamy to bez komentarza (chlipiąc cicho).

A jak się jeździ po Ameryce? Przede wszystkim dużo łatwiej i spokojniej niż po Polsce. A poza tym:

1. Drogi są w różnym stanie, autostrady zwykle dobrze utrzymane, drogi lokalne czasem gorzej, ale nigdzie nie ma żadnych kolein.

2. Ograniczenia prędkości są dobrze dostosowane do warunków. Na zwykłej drodze (po jednym pasie w każdą stronę) limit często wynosi 65mil/h, na autostradach 70-75mil. Poza terenami zabudowanymi nie ma praktycznie odcinkowych zwolnień. Redukcje dotyczą praktycznie tylko konkretnych zakrętów.

3. Świetnym wynalazkiem są tzw. passing lanes. Na drodze z jednym pasem ruchu co jakiś czas pojawia się drugi, umożliwiając tym samym bezkolizyjne wyprzedzanie. Efekt – mniej stresu i średnia prędkość jazdy zbliżona do maksymalnej.

4. Amerykanie nie za bardzo lubią kierunkowskazy – jedni ich używają, inni nie. Cóż… Jazda jest jednak bardzo kulturalna, nie ma problemów ze zmianą pasa (wpuszczają) czy przejściem na pasach (wszyscy stają, czasem było nam aż głupio :) )

5. Znaki mają tu bardzo obrazowe. Nasz hit z Utah:

prairie_dog_xing

Swoją drogą, wiecie co znaczy XING? Nam chwilę zajęło domyślenie się o co chodzi (a xingi na każdym kroku). Rozwiązanie zagadki jutro ;)

Podsumowując – nie dziwimy się amerykańskim filmom drogi. Jazda tu może  naprawdę sprawiać przyjemność, a te 500km dziennie to nic strasznego. Przy okazji Maciej odkrył w sobie żyłkę rajdowca po treningu w górach :] Druga refleksja – chcemy automat…

Napisane przez: Monika i Maciek | 2011/05/14

Dolina Śmierci

Po jeszcze bardziej udanym wieczorze w Las Vegas…

IMG_4894 IMG_4896

…wyruszyliśmy na północny-wschód do Bishop. Tym razem sama trasa była dużo ważniejsza niż właściwy cel naszej podróży, ponieważ jechaliśmy przez słynną Dolinę Śmierci.

IMG_2277

Najpierw patrzyliśmy na nią z góry, a potem zjechaliśmy na dno.

IMG_2292

IMG_4902

85.5mppm to najniższy punkt USA. A to białe pod naszymi stopami to sól, a nie piasek. Atmosfera była naprawdę gorąca :)

IMG_4897

A sama wycieczka bardzo udana. Po raz kolejny okazało się, że nasze wyobrażenia są dalekie od rzeczywistości. Dolina Śmierci nie ma nic wspólnego z nudną, jałową pustynią. Jest pełna kolorów i różnorakich kształtów. W dodatku – przynajmniej  o tej porze roku – ma bardzo ciekawą florę.

 IMG_2348

Dla dociekliwych turystów znajdzie się także kawałek ‘normalnej’ pustyni :)

IMG_2322

Jutro wybieramy się na dwie noce do Reno. Miasteczko samo w sobie wydaje się ciekawe, do tego jest bardzo blisko Jeziora Tahoe, nad które chcemy się wybrać, o ile pogoda pozwoli (to już Sierra Nevada).

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.